czwartek, 1 czerwca 2017

Od Any

   Jessica spojrzała na mnie zdziwiona i lekko uniosła brwi szeroko wytrzeszczając oczy. Z uśmiechem obserwowała oddalającego się nowego nauczyciela.
-Zakład, że połowa lasek się na niego rzuci - skomentowała z szerokim uśmiechem.
-Razem z Tobą? - spytałam lekko rozbawiona.
  Starałam zachowywać się normalnie jednak to nie było wcale takie proste kiedy jest się zamieszanym w coś, czego nawet się nie rozumie. I trzeba wykonywać rozkazy kogoś, kto jest tym złym i może cię zabić.
  Jess siedziała na trybunach a ja zaraz przed nią. Doszli do nas Justin i Zach, ci którzy są z kadry szkolnej w koszu. Są najlepsi, wygrywają prawie wszystkie mecze. A Justin widocznie ma na oku Jessicę, bo ciągle nie odrywał od niej wzroku.
-Okulary masz naprawdę bajerandzkie. - skomentował zniesmaczony Alex - Jess, idź je wywal, zapłacę ci.
  Jessica zaśmiała się i założyła je na nos.
-Walcie się!












-Jesteś chora. - mruknął Zach, kapitan drużyny Tigerów.
  Od zawsze trzyma się z Justinem i Alexem. Xavier nie należy już do ich ekipy, zastanawiałam się dlaczego i czy o czymś nie wiem?
  Wszyscy milczeli, a gdyby coś wiedzieli to chyba... dowiedziałabym się, prawda?
  Niewinnie siedziałam obok Justina unikając jego wzroku. Gdzie on chowa broń, którą bez przerwy nosi przy pasie? Zastanawiałam się, czy umie w ogóle z niej strzelać... ale wygląda na to, że siedzi w tym dłużej i na dodatek dla nich pracuje. Czy był zmuszony jak ja? Czy sam tego chciał? I co on do cholery z tego ma?
-Dla mnie Jessica zawsze będziesz piękna. - wypalił w końcu Justin dumny patrząc prosto w jej oczy.
  Przyjaciółka spoważniała, spojrzała na mnie a potem na niego.
  Nie znosiła go za to co mi zrobił. Za to, że rozesłał kompromitujące zdjęcie. Za to, że jest świnią bez granic. Żadnych granic.
-Spieprzaj. - parsknęła i odeszła od nas.
  Zaskoczona, że nie wzięła mnie ze sobą i zareagowała w ten sposób pobiegłam za nią. Złapałam ją na pustym korytarzu obok szatni męskich.
-Gdzie tak pędzisz? - spytałam nic nie rozumiejąc.
-Musisz coś wiedzieć, Ana...
-Co takiego?
-Ktoś... po całej szkole dalej rozsyła zdjęcia. Ponad to... przerobione i plus... jesteś głównym tematem plotek wszystkich.
-I co? - spytałam udając niewzruszoną.
-Myślę, że Xaviera nakręca Jenny. Oni nawzajem... oni to robią. Razem z całą resztą ekipy, ale nikt im tego nie udowodni. Robią to tak by nikt się nie domyślił a ten kto rozpowiada ploty prosto od nich... jest nieznaną osobą. Boją się go wydać? Nie wiem... musisz wiedzieć...
-Jasne, dzięki.
  Odeszłam od niej i poszłam do Xaviera. Stał na korytarzu pod salą biologiczną. Pchnęłam go na ścianę odrywając od siebie parę gołąbeczków. Jenny stała wpatrzona we mnie z przerażeniem.
-Ty gnojku... - wysyczałam. - Przysięgam, że kiedyś zapłacisz za to. Zabije cię jeśli jeszcze raz...
-Baker! - usłyszałam głos pana Parkera za plecami - Dość tego! Idziecie ze mną.
  Kiedy siedziałam na dywaniku u psychologa szkolnego nawet nie przeszło mi przez myśl, żeby parszywca wydać.
-No, to co się stało? O co poszło? - spytał Parker.
  Milczeliśmy, jednak chwyt za słuchawkę był znakiem ostrzegawczym który zapalił mi czerwoną lampkę.
  Telefon do rodziców.
-Zwykła kłótnia z byłym chłopakiem.
-Zazdrość.
  Zagotowało się we mnie gdy wtrącił swoje pięć groszy. Spiorunowałam go wzrokiem.
-Widzę, że się nienawidzicie. Ale to normalne w waszym wieku...
-Proszę pana, mamy po dwadzieścia lat, zaraz kończymy liceum - zaśmiał się Xavier - a takie niedojrzałe zachowanie małolaty świadczy o jednym... zazdrość.
-Pragnę zauważyć, że ta małolata jest również w twoim wieku, a widzę, że prowokujesz Anastasie. Wina lezy raczej po twojej stronie.
-Co? - roześmiał się.
-Możesz wyjść. - skinął do mnie głową a ja wyszłam.
  Teraz mnie po prostu zrówna z ziemią i zgnoi jak ostatnią szmatę w szkole.



 W szkole wszyscy patrzyli na mnie jak na tą najgorszą. Ich spojrzenia mówiły same za siebie - Patrz, to ta szmata co dała dupy Xavierowi - były też inne plotki. Jednak nie zamierzałam się nimi przejmować, jeszcze parę miesięcy i koniec szkoły raz na zawsze.
  Justin obserwował mnie dosłownie wszędzie. Nie mogłam się skupić na niczym bo jego wzrok ciągle skupiał się na mnie. Nie miałam pojęcia, że on też w tym siedzi...
  Spojrzałam na niego, gdy nasze oczy się spotkały Justin nawet nie mrugnął okiem. Obserwował mnie uważnie, odwróciłam wzrok i wstałam z krzesła wychodząc ze stołówki. Ukryłam się w bibliotece, gdzie również czułam na sobie czyjeś spojrzenie.
  Rozejrzałam się uważnie i zauważyłam w wejściu jakiegoś typa, który jak kojarzę robił za szkolnego fotografa. Nigdy z nikim nie gadał, ale wie wszystko o każdym
  . Zestresowałam się i spuściłam wzrok. Zaraz ze mnie zrobi gwiazdę szkoły i obwiesi to w gazetce czy innym gównie a wszyscy o tym znów zaczną gadać.
  Ludzie w szkole słyną z tego, że lubią słuchać. Słuchać o ludziach i ich nieszczęściach, potem dodają co nie co od siebie, gadają i idzie wszystko przed siebie. Uwielbiają wszystko z wyjątkiem jednego.
  Prawdy.
  Dlaczego? Bo jest nudna, prawdziwa, bez prześmiewczej pikanterii. A ona zawsze musi się znaleźć.

  Co cię tak zdenerwowało, kotku? - usłyszałam głos Bryce'a.

  Bryce był okrutny, chamski i nieprzewidywalny. Można by rzec, że podchodziło to pod coś co można nazwać ''nierówno pod sufitem''. Nie miał żadnych granic, jeśli już były to zostały postawione przez niego. Nie raz byłam świadkiem ludzie wyrażali się o nim, nawet czytałam w gazetach jaki jest. Zarzucili mu gwałt swojej narzeczonej, która potem zniknęła, jednak nic mu nie udowodniono. Podobno pogrążył się w rocznej rozpaczy po żonie i słuch o nim zaginął. Potem wrócił do pracy i do prasy, pisali o nim na pierwszych stronach. A o żonie nawet nie rozmawiał, gdy ktoś pytał od razu wpadał w szał.
  Tylko ci co mieli z nim do czynienia wiedzieli, że to tylko na pokaz. Jednak sąd, jego fani i reszta świata w to wierzyła.

  Chrząknęłam, słysząc jego głos. Błądziłam oczami po stoliku i starałam się uspokoić. Zacisnęłam pięści i wstałam zbierając swoje rzeczy i wyszłam powoli prosto na nieznajomego.













   I powtarzałam sobie ' bądź normalna, zachowaj spokój'. Każdy mógł być kretem który szuka tutaj takich jak ja czy Justin. A jeśli mnie złapią to sprawa jest prosta - wpakują mnie do więzienia za współudziały. A na to nie mogłam sobie pozwolić, to zniszczy moje życie jeszcze bardziej niż jest teraz.
  Szybko i zwinnie prześlizgnęłam się w przejściu i zniknęłam zaraz za zakrętem wtapiając się w tłum. Nie mogłam opuścić lekcji, bo Justin się wszystkiego dowie a muszę tu siedzieć. To teraz (jak to oni nazywali) moja ''nowa'' praca.

  Gdy lekcje się kończyły Justin czekał w swoim samochodzie przy wyjeździe z parkingu. Kiwnął głową, że mam do niego podejść więc tak też zrobiłam.
-Wsiadaj.
-Gdzie mnie chcesz zabrać...? - spytałam drżącym głosem.
-Masz się mnie słuchać, a nie zadawać pytania skarbie.
  Zacisnęłam zęby i zastanowiłam się chwilę. Spojrzałam na jego siedzenie, które zajmował. Zaraz przy pasie pod czarną skórzaną kurtką miał pistolet. Wsiadłam do auta i ruszyliśmy.

  Na miejscu Justin stanął obok mnie wprowadzając do biura Bryce'a i Cole'a. Bryce stał naprzeciwko mnie wściekły i jedyne co zrobił to uderzył pięścią w stół.
-Jesteś gówno warta, nie przykładasz się do roboty którą ci zadałem!
-Co ja takiego zrobiłam...? - spytałam wystraszona.
-Żartujesz sobie ze mnie?
  Był wściekły. Co ja do cholery zrobiłam...?!













-Justin, a może ty wiesz co zrobiła źle i czemu tu ją przywiozłeś? - spytał zdenerwowany.
-Nie doniosła o krecie w szkole.
-Nawet nie wiem, że on w ogóle jest i kto to!
-Nie przeszłaś szkolenia jak Justin. Jednak myślałem, że metoda zastraszenia będzie idealna... trzeba trochę cię zmusić i wytresować jak trzeba.
-Wytresować...? - wycedziłam.
-Nie bój się, rób co każą. - szepnął do mnie Justin.
-Zaprowadź ją do Cole'a i najlepiej zostaw samych.
 
  Gdy weszłam do środka Justin od razu wyszedł. Cole siedział naprzeciwko mnie, paląc papierosa.
-Ja nic nie zrobiłam, nawet nie wiedziałam... przysięgam... ja... - zaczęłam nerwowo.
  On jedynie się zaśmiał.
-Jesteś taka słodka jak się stresujesz... - odezwał się w końcu. - Ale niestety, muszę trochę nad tobą popracować żebyś wiedziała co i jak... - spojrzał na mnie z błyskiem w oku. - Jesteś spięta, trzeba cię rozluźnić. - zaśmiał się i wstał z miejsca podchodząc do mnie powoli.











   Błagałam w duchu by nie podchodził. Był nieobliczalny.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz