Nigdy nie sądziłam, że wpakowalabym się w takie gówno. Siedziałam na przeciwko biurka blondyna, który z uśmiechem i zachwytem mi się przyglądał.
-Mamy dla Ciebie zadanie. Skoro widziałaś już tak wiele musisz wybrać albo śmierć albo pracę dla nas.
-Co niby mam robić...? - spytałam przerażona,związana na czarnym, skórzanym krześle.
-Oprócz zbieraniu kupy baniek na koncie z Colem mamy inne zajęcie. Dorabiamy sobie dzięki małym dodatkom, którzy młodzi ludzie tacy jak ty uwielbiają.
-Mam pomoc wam sprzedawać dopalacze??
-Będziesz kretem. Nie raz ktoś próbował nas wrobic, a że jesteśmy ludźmi bogatymi i znanymi z dobroczynnych akcji mamy mocne alibi, nikt nas nie tknie. Dopóki ktoś nie zacznie za bardzo pchać się głębiej w nasze życie biznesu. Ostatnio Cole zauważył, że jeden z dziennikarzy za bardzo się panoszy, łazi za nami, okazał się psem, kretem. Więc łatwo go uciszylismy. Zatuszowalismy ślady i poszło zbyt łatwo. Stwierdzono przedawkowanie narkotyków w jego domu, popił wszystko alkoholem i padł. - uśmiechnął się. - ale wracając, Ty jesteś potrzebna. Jako niewinna dziewczyna, ładna, seksowna 19 latka łatwo zdobywasz zaufanie, zauważysz coś niepokojącego, dziwne pytania, kogoś, kto się narzuca. Od razu masz wszystko mówić nam.
Ktoś zaszedł mnie od tyłu i wstrzyknął w ramię coś, co zaświeciło się dziwnie na niebiesko pod skórą.
-A to twój nowy przyjaciel. To coś w rodzaju rozbudowanego chipa. Koduje negatywne emocje, stres, i kłamstwo. Przy tym ostatnim uruchamia się nagrywanie i wszystko będziemy słyszeć.
-Co proszę...?! Nie możecie, to nieludzkie... Jak potem to wyjme?? Po wszystkim? Jak już nie będę wam potrzebna?!
-Jak już będziesz zbędna zostaje jedno wyjście. - usłyszałam za sobą głos Cole'a. - Kulka w łeb i po sprawie. Tak już bywa. Ale na razie wykonuj swoją robotę. Pomyślimy czy zostawić Cie przy życiu. Na razie wykonuj zadania. W twojej szkole są krety a ja chcę wiedzieć kto to i czego szuka. Gdy się dowiemy dobrowadzisz go do nas. Zajmiemy się nim. Dajcie jej to. - machnął ręką i dostałam czymś w szyję.
Poczułam się dziwne wesoła, szczęśliwa podążyłam wprowadzona do drzwi, potem straciłam przytomność.
Ocknelam się w samochodzie z Justinem. Pił piwo jarajac blanta.
-Co ja tu...
-Mam na Ciebie oko. Jeśli coś zaczniesz kombinować mam Cie uciszyc albo oni to zrobią. Więc uważaj. Wysiadaj i zwracaj uwagę na dziwne zachowania, pytania, dziwne osoby. Mówisz mi i ich załatwiam.
-Czemu ty to robisz?? Przecież nie musi tak być... Można ich wydać... - zaczęłam z płaczliwym głosem.
Złapał pistolet który leżał w schowku i pokazał mi go.
-Jeszcze raz pomyślisz, żeby kombinować to zobaczysz jaka zabawa się zacznie z tym co trzymam w ręku. Zrozumiano skarbie?
Pogładził mnie po policzku a ja uciekam z samochodu prosto do szkoły. Justin odjechał, swoją drogą dawno nie było go w szkole...
Co się z nim stało?
Co stanie się że mną??
Byłam przerażona tym co się stało i nie wiedziałam do końca jak mam się zabrać do tego... Bałam się. Wolałam z nikim nie rozmawiać... Nie wiedziałam kto przypadkowo może przeze mnie umrzeć z łap Cole'a i Breyca..

