sobota, 13 maja 2017

Od Any

  Nie mogłam się pozbierać po tym jak mnie potraktował Xavier. Gdy zjawiłam się w szkole wszyscy nie odrywali ode mnie wzroków które wyrażały żałość, smutek, współczucie i co najgorsze i najdziwniejsze - rozbawienie. Kroczyłam przez korytarz, marsz przez niego dłużył się niesamowicie a starałam się wyobrazić, że jestem sama i idę właśnie spóźniona na lekcje. Próbowałam wszystkiego by usunąć te spojrzenia sprzed moich myśli, chcę tylko przejść obojętnie, a nie mogę.
  Xavier i jego kumple, wraz z Clayem tylko się wygłupiali. Oprócz właściwie samego Claya. Nigdy mnie nie wyśmiewał, zawsze darzył mnie szacunkiem. Ten chuderlaczek, brunecik, który zawsze wyróżniał się z grupy Xaviera, z grupy koszykarskiej, która zawsze miała pierwsze miejsce. Zach, najwyższy z nich wszystkich obserwował mnie głupkowato się szczerząc, a Xavier był trzymany przez Justina, który właśnie rozpowszechniał jakiś post czy zdjęcie na Facebooka.
  Przeszłam szybko prosto w stronę klasy pod którą stała już zniecierpliwiona Jessica, o której kompletnie zapomniałam gdy przechodziłam powolnie przez korytarz pełen tych przeszywających spojrzeń.
-Gdzie byłaś? - spytała zdenerwowana - Czekam i czekam a Ty gdzie się podziewałaś?
-Po prostu się spóźniłam na autobus. - wykręciłam się z tłumaczenia i przemilczałam.
  Odwróciłam wzrok od tamtych ludzi i schowałam się za plecami wyższej od siebie Jess. Zdziwiła się, jednak nawet nie pytała.

  Dopiero od lekcji polskiego zaczął się koszmar. Od momentu upublicznienia posta wtedy z korytarza, okazało się że Justin wysłał wszystkim moje zdjęcie w bieliźnie. Oczywiście, nie byłam tak głupia by się dać sfotografować w takim stroju. Xavier zrobił to kiedy nie patrzyłam. Miał je usunąć, jednak wyszło szydło z worka.
  Unikałam spojrzeń ludzi, którzy po kolei dostawali MMsy z moim zdjęciem. Wszyscy, nawet Jessica spojrzała na mnie zaskoczona. Reszta się śmiała. Justin na początku też. Potem, gdy Jessica i jej chłopak Alex wraz z Clayem spojrzeli na niego wściekli przestał się uśmiechać. Zerknął na mnie szybko i spuścił wzrok, a ja wybiegłam z klasy prosto do łazienki. Tam się zamknęłam i wolałam spędzić resztę swojego życia.
  Jednak nie byłam w stanie się poruszyć po pewnym czasie. Wśród tych dzieciaków, 18 i 17 letnich nie widziałam cienia nadziei, że pojawi się ktoś, ktokolwiek, kto nie pójdzie za tłumem i nie zacznie ze mnie żartować. Wyśmiewali się ze mnie, chłopacy coraz bardziej zaczęli za mną łazić i robić rzeczy które przekraczały granice wytrzymałości. W damskim dziewczyny pisały moje nazwiska i pod nim obelgi. Jakby tego było mało - moja matka nawet nie chciała się mną zainteresować. Jej partner jedyne co potrafił to handlować marihuaną i zmuszać moją matkę do seksu. Nic więcej nie było u mnie w domu - starałam się tam w ogóle nie chodzić.
  Jak na 19latkę dużo przeszłam, w moim domu działy się rzeczy o których nie mogłam nikomu pisnąć słowem. O handlu narkotykami, dopalaczami, o przemocy. Tak, nie raz on podniósł na mnie rękę i nie raz dostałam, a matka nawet nie reagowała na to. Sąsiedzi wzywali policje na interwencję gdy krzyczałam na niego dopiero wtedy, jak puszczały mi nerwy. Jednak nigdy nie weszli z nakazem, policja odpuszczała a ja musiałam zapewniać, że to tylko kłótnia jak w każdej rodzinie się krzyczy. Wierzyli, bo potrafiłam perfekcyjnie kłamać. Musiałam.
  Wyszłam z łazienki pod koniec tej lekcji, gdy paraliż minął. Zamknęłam drzwi za sobą i ruszyłam do wyjścia.
-Panno Baker, proszę do mnie. - usłyszałam głos dyrektora - No już, szybko.
  Odwróciłam się na pięcie i weszłam do gabinetu czarnoskórego, wysokiego, dość grubszego dyrektora Files'a. Wpatrywał się we mnie pytająco, a ja nie wiedziałam co zrobiłam i ogarnął mnie stres. Czy zdjęcie dotarło też do niego...?
-Wyszłaś z lekcji biologii, co się stało? Mogę ci pomóc...
-Źle się poczułam.
-To znaczy?
  Zmarszczyłam brwi zirytowana.
-Dostałam okresu, mam mówić o szczegółach? - wypaliłam szybko zdenerwowana - Nie wiem czy chce pan o tym słuchać ale dobrze...
-Okej okej, nie było tematu. A teraz chciałaś uciec z lekcji?
-Jestem pełnoletnia, mam 19 lat... mogę wyjść.
-Wiesz, że jeśli to będziesz powtarzać wylecisz ze szkoły. Zmarnujesz sobie przyszłość.
-Jasne. - westchnęłam zmęczona tematem jednak na siłę się uśmiechnęłam by zapewnić, że rozumiem. - Jednak muszę wyjść, panie dyrektorze.
  Westchnął i spuścił wzrok zrezygnowany.
  Od momentu gdy rok temu pewien chłopak z naszej szkoły popełnił samobójstwo z niewyjaśnionych przyczyn szkoła zaczęła być bardzo ostrożna na nawet normalne zachowania uczniów. Dlatego dyrektor i pedagog są tak uczuleni gdy nawet w trakcie trwania lekcji uczeń pełnoletni wychodzi.
-Powiadomię twoich rodziców.
-Nie. Proszę tego nie robić, mieszkam sama od paru dni i dbam sama o siebie.
-No dobrze... idź.
  Wstałam szybko i wyszłam na parking. Naprzeciwko mnie był park tak zielony, że raził mnie w oczy. Uśmiechnęłam się mimo okropnego humoru a słońce przyjemnie grzało.
  Poprawiłam plecak na lewym ramieniu, przeczesałam dłonią włosy które ciągle wiały mi na twarz i ruszyłam przed siebie.
  Na swojej drodze w mieście spotkałam Xaviera. Był sam, szedł zadowolony z siebie krokiem pewniaka. Zacisnęłam zęby i podeszłam do niego.
-Co Ty sobie wyobrażasz? Miałeś nie mieć tego zdjęcia!
-Słuchaj, twoja wina, mogłaś się nie rozbierać u mnie...
-Przebierałam się! - krzyknęłam tak głośno, że ludzie na ulicy zaczęli się ciekawsko przyglądać - A Ty chamsko zrobiłeś mi zdjęcie!
-Nie moja wina. Słuchaj, niedługo i tak koniec roku, jesteśmy w ostatniej klasie. Co Ci to robi? Teraz wszyscy patrzą na ciebie jak na dobrą dupę. - parsknął.
-Czy Ty jesteś normalny?! - wrzasnęłam.
-Nie krzycz, Ano, cholera...
-Bo co?
-Nie wstawiłem tego zdjęcia. To nie ja to zrobiłem.
-Ale sam przyznałeś, ze to mój problem. Sam przyznajesz się, że Ty robiłeś to zdjęcie. Jeszcze jesteś z tego dumny. Ty w ogóle wiesz co zrobiłeś?













-To dla wygłupów... Justin to zrobił, nic takiego przecież...
-Ana? - usłyszałam za plecami głos Jess - Co Ty tu robisz? Z nim?
-Spotkaliśmy się i wyjaśniamy sprawy. - zmrużyłam oczy mierząc go wściekła.
  Mogłabym mu dać chętnie w mordę.
-Idziemy - pociągnęła mnie za ramię Jessica - Nie będziesz z nim rozmawiać.
  Podążyłam za nią i jedyne co mogłam zrobić to zapaść się pod ziemię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz